piątek, 11 listopada 2016

"Pierwszy raz" ;)

Stworzyłam tego bloga z myślą o moim Synku. Wypłakanym, wyczekanym, wykochanym... mimo młodego wieku miałam problem z zajściem w ciążę i walczyłam o Niego 3 lata...
Chcę tu utrwalić wszystkie wspomnienia związane z macierzyństwem bo być może już nigdy nie będzie dane mi zostać mamą a wiadomo pamięć jest krótka.

Nie pośpieszyłam się z tworzeniem bloga, Młody skończył wczoraj pół roku, no ale lepiej późno niż wcale ;) jest jeszcze bardzo malutki, dużo nie rozumie i najlepszym prezentem dla Niego jaki teraz mu dam będzie właśnie wspomnienie tych wczesnych lat oraz dzieciństwa.
Nie chcę wracać do momentów starań o dziecko ale przyznam że ten okres był dla mnie jednym z najgorszych momentów w życiu. Ciąża przyszła mi trudno i nie trudno się domyśleć że dmuchałam o nią i chuchałam. Pamiętam dzień kiedy ujrzałam "cień cienia" na teście ciążowym i z radością pobiegłam do męża by pokazać mu pozytywny wynik. Jednak W. uznał że nic tam nie widzi ;) nie dziwie mu się bo już nieraz wydawało mi się że widzę kreskę a okazało się że nic tam nie było... Jednak ta kreseczka z dnia na dzień robiła się coraz grubsza i wyraźniejsza. Zrobiłam tych testów masę i każdy z nich trzymam do dziś. 11.10.2016 badanie krwi potwierdziło to że zostaniemy rodzicami :) Cieszyłam się z ciąży jak mogłam, z każdego najgorszego objawu ciążowego. Nie śmiałam narzekać na mdłości czy wymioty a przyznam że dręczyły mnie one praktycznie do jej połowy. Pamiętam ten cudowny moment 1.12.2015 r gdy poczułam pierwszy ruch Kamilka i potem strach przez kolejne dni że się nie rusza. Na szczęście wszystko było ok i młody po kilkunastu dniach stał się małym ninją i robił sobie ring z mojego brzucha - nie żebym narzekała...:D
Ok 25 tyg ciąży trafiłam do szpitala z okropnym bólem pleców, ktg wykazało skurcze porodowe a ja nie czułam dosłownie NIC, oprócz ogromnego bólu w krzyżu i twardego brzucha. Badanie wykazało kamień na nerce o którym nie miałam zielonego pojęcia. Od 10 tc zgłaszałam mojemu prowadzącemu ginekologowi niepokojące objawy, jednak uznała ona że to wina mojego powiększonego w ciąży biustu ;] Dostałam w szpitalu sterydy na płuca Młodego, jakiś zastrzyk na skurcze i na szczęście po kilku dniach byliśmy w domu, a ja czym prędzej zaczęłam szukać innego ginekologa prowadzącego. Kolejny wcale nie był rewelacyjny ale uważam jednak że lepszy niż poprzedni. Nie chce pisać o przygotowywaniu wyprawki bo był to mało ważny detal w tym co mnie spotkało i miało nadejść :)
10.05.2016 urodził się ON!! Mój drugi najważniejszy mężczyzna w życiu zaraz po mężu - nasz Synek Kamilek. Pamiętam jego pierwszy płacz na sali operacyjnej (urodził się przez CC - za co dziękuje Bogu bo cholernie bałam się komplikacji przy porodzie naturalnym) jego pierwszy wyraz twarzy gdy mi go pokazano. Pierwsze zdjęcia które wysłał mi mąż mmsem gdy dano Go mężowy a ja leżałam na sali pooperacyjnej. I ten szok gdy zjechałam na oddział gdy mąż mi powiedział że Kamilek ma zrośnięte dwa paluszki. W pierwszym momencie zachciało mi się płakać i zaczęłam zadawać sobie pytania dlaczego On? Jednak później przyszłam po rozum do głowy i uświadomiłam sobie że taka "wada" to nie wada i muszę dziękować Bogu że jest cały, zdrowy i co najważniejsze że w ogóle jest! Piersią w ogóle nie karmiłam, nie wiem czym było to spowodowane. Od razu piersi miałam pełne mleka jednak za nic nie chciało ono wypływać. Z początku nie pomagał nawet laktator a mleka cały czas przybywało. Przystawiałam Młodego od razu do piersi jednak on płakał bo był głodny a nic mu nie leci do tego z tych nerwów gryzł mi do krwi brodawki. Na położne laktacyjne nie mogę narzekać bo spędzały na naszym przypadku masę czasu jednak żadna nie potrafiła nam pomóc. I w tym momencie dzięki Bogu zjawiła się babcia Kamilka (moja mama) która zadbała oto by nie robiły mi się zastoje i naprawdę boleśnie masowała i wyciskała pokarm z moich piersi. Następnie robił to mąż a potem laktator. Jednak Młody gdy stał się butelkowym dzieckiem ani myślał spojrzeć na pierś ;) Dokarmiałam go swoim mlekiem miesiąc jednak po tych przejściach z laktacją dziękowałam Bogu za to że zniknął pokarm.
Kamilek jest cudownym dzieckiem i byłabym nie fair wobec niego gdybym narzekała na Jego zachowanie. To chyba za te wszystkie przejścia związane z niepłodnością Bóg obdarzył mnie takim Aniołkiem. A może nie narzekam bo czekałam na Niego tyle czasu? ;) nie wiem nie potrafię sobie odpowiedzieć. Na palcach u dłoni mogę policzyć ile razy płakał mi od urodzenia bez przyczyny... Kolki nas nie minęły jednak nie były one specjalnie męczące. Nocki Młody przesypia pięknie i gdy idzie spać o 19-20:00 śpi do 5-7:30. Oczywiście gdy był mniejszy budził się raz albo dwa razy na karmienie jednak już wyrósł z tego etapu :)
Rehabilitacja dziecka również nas nie minęła ponieważ Kamilek bardzo długo nie miał odruchu trakcji ( nie trzymał główki przy podciąganiu za ręce) miał zaburzony rozwój psychomotoryczny. W wieku 5 miesięcy był 4.5 mies do tyłu jeśli chodzi o niektóre czynności! Jednak 27.10 nas zaskoczył i trzymając się pałąków maty edukacyjnej prawie usiadł :D od tego czasu rwie się do podciągania, obracania, przewracania i w ogóle bardzo ruchliwy się zrobił :D Mam nadzieje że rehabilitantka i lekarz za niedługo stwierdzą że rozwija się zgodnie z kalendarzem i skończymy z rehabilitacjami bo Młody okropnie je przeżywa :/ 7.11 odkryłam klująca perełkę w jego buzi a n drugi dzień kolejną :D Ząbkowanie na szczęście przebiega bezobjawowo, Kamilek nie gorączkuje, nie dopomina się na rączki, więc może moje postrzeganie Go jako Aniołka nie jest aż tak zaburzone ;)

Oki, rozpisałam się :D mam nadzieje że nie wychwaliłam mojego dziecka na tyle by nagle zmienił się w małego diabełka ;) Będę się starała utrwalić tu każdy moment związany z Kamilkiem i macierzyństwem :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz